Wyżywienie podczas wędrówek i biwaków

Człowiek bez picia może wytrzymać zaledwie 3 dni, a bez jedzenia przeżyć około trzech tygodni. Dlatego zaczniemy od najważniejszego – woda i napoje.

Zazwyczaj harcerze w wędrówkę biorą ze sobą napoje w butelce plastykowej PET. Wygląda na to, że tak jest praktycznie, a i do kupienia w takim opakowaniu woda pitna i napoje są dostępne prawie wszędzie. Jednak… przede wszystkim, zaznaczmy sobie, że przede wszystkim w wędrówkę bierzemy ze sobą wyłącznie wodę pitną. Nie pasuje dla nas woda gazowana, napoje słodzone, nawet soki naturalne i woda zabarwiona barwnikami sztucznymi. Wodę transportujemy w dwóch różnej objętości naczyniach. Po-pierwsze, bo tak zabezpieczymy w razie wypadku przynajmniej część wody, po-drugie – łatwiej będzie o uzupełnienie zasobów wody np. ze źródła. Dla człowieka średnio na dobę trzeba ok. 2.5 l wody. Idealnym i zarazem najprostszym rozwiązaniem do transportu wody zatem jest np. 1.5 l wody w butelce PET w plecaku, i 1 l wody w manierce. Oczywiście, funkcjonalność transportowania wody zwiększają np. specjalne plastykowe bukłaki do wody, które wkładają się do plecaka, na zewnątrz doprowadzając wężyk do picia.

Jak już mamy wodę, to przed wyruszeniem w świat chwilę czasu możemy poświęcić odpowiadając na następujące pytanie: Co będziemy jeść i skąd to weźmiemy? Pomogę dla Was, podpowiem kilka możliwych odpowiedzi:

  • wariant najprostszy - możemy wszystko zabrać ze sobą;
  • wariant survivalowy – nie zabieramy niczego i wszystkiego będziemy szukać w terenie;
  • wariant turystyczny – zabieramy część jedzenia (kilka zupek, puszka konserwów, przyprawy), a resztę kupujemy po drodze;
  • no i wariant harcerski – zabieramy część jedzenia, a resztę… znajdujemy w terenie!

Ale jeśli już coś zabraliśmy – będziemy musieli to nosić. Noszenie jedzenia rozpatrzymy pod dwoma aspektami – ciężaru i czasu. Ciężar jaki będziemy nosić na swoich plecach i czas, podczas którego jedzenie będzie pożyteczne i nadawało się do spożywania.

Jedna z najprostszych i najbardziej praktycznych (i chyba najtańszych) metod jest skorzystanie z wiekowego doświadczenia struktur wojskowych i zwrócenie uwagi na standardowe wojskowe racje żywnościowe. Zaletą takiego sposobu jest mały rozmiar i ciężar (możliwe nawet poniżej 1 kg na dobę) racji, pełnia potrzebnych załączonych składników, wysoka kaloryjność i łatwość przygotowania produktu końcowego (podgrzewacze, opakowanie). Minusem zaś jest nadmiarowość i, właśnie, „wojskowość” racji żywnościowej. Nadmiarowość polega na tym, że najprawdopodobniej do każdego opakowania będzie dołączone np. podgrzewacze na suchym paliwie, więc jeśli jedziecie w trzydniową wyprawę, na trzeci dzień będziecie mieli 3 takie niewykorzystane komplety, no bo wiadomo, że harcerz i tak potrafi rozpalić sobie małe ognisko w dowolnych warunkach. A to wiąże się ze zbędnym ciężarem, no i kosztem. „Wojskowość” racji polega na tym, że młody organizm harcerza czasem wymaga więcej węglowodanów, niż to jest przewidziane dla żołnierza. Chce się czasem cukierka i czekoladki, oj chce się… I kawa jest czasem zbędna dla harcerza. Ale, łatwa dostępność racji żywnościowych czyni z tego wariantu dosyć dobrą alternatywę pozostałym.

Jakie jedzenie bierzemy, a czego brać nie wolno? Pierwszą zasadą którą musimy się posługiwać, to jest, że zabieramy wyłącznie jedzenie „suche”. Tzn., żadnych „leczo”, gotowanych zup w słoikach. Lepiej bierzemy coś, co możemy przygotować w czasie postoju. Na krótka wyprawę można wykorzystać przeróżne zupki, konserwy, jedzenie, które wymaga tylko dodania wody lub podgrzania, jednak nie zapominajmy zasady, że w ciągu dnia obowiązkowo musimy zjeść przynajmniej jedno danie gorące. Jednym z najlepszych dań wędrówkowych są orzechy, mieszanki lub bartoniki orzechowo-owocowe. A także to jest smaczne uzupełnienie głównego posiłku. Oczywiście podobne rzeczy zabieramy bez soli, cukru czy przypraw. A te właśnie składniki – przyprawy – w  niedużych ilościach zawsze warto ze soba mieć, wtedy każdy posiłek główny będzie i smaczniejszy i herbata słodsza. Owoce bierzemy wyłącznie takie, których nie musimy w drodze obierać oblewając się po łokcie słodkim sokiem. Klasyka to jabłko i banan, ale możemy też zabrać podzielone na cząstki mandarynki spakowane do pudełka. Świetne są też owoce suszone, szczególnie jabłko, żurawina, figa. Lepiej na inną okazję zostawić sobie suszone śliwki i morele (mogą podziałać przeczyszczająco) i daktyle (zakleją ręce i buzię). W podróży doskonale sprawdzają się pokrojone w słupki ogórki, marchewki, biała rzodkiew, pocięte strąki papryki, chrupiące listki sałaty lodowej, kulki rzodkiewek. W domu myjemy je, obieramy, rozdrabniamy i pakujemy każdemu pasażerowi w szczelnie zamykane pudełko do przechowywania żywności.

Jeśli zabieramy kanapki do krótkiej podróży, to najlepiej z razowego pieczywa z dodatkiem warzyw (listki sałaty, wiórki papryki, plasterki ogórka świeżego lub kiszonego, kiełki, oliwki). Pomiędzy nie dobrze jest wsunąć to, co najdłużej zachowuje świeżość w podróży: ser żółty i topiony, jajko, podsuszane i suszone (jak najmniej tłuste) wędliny.

Wyruszając w podróż nigdy nie zabieramy: chipsów, napojów gazowanych, jogurtów i mleko, łatwo psujących się warzyw, serów, wędliny, masło (można brać topione), konserwy rybne.